całuj tych, którzy na to zasługują

Temat: RUSTYKALNE I POŁUDNIOWE KLIMATY - mimi inspiracje
[quote="Zochna"]
Zochna!
Dom kilka lat temu nabyty od chłopa za grosze (wtedy to był 700 zł + 300zł za drzewa - na teraz jak policzyć dwa razy tyle, to góra!!!).
Facet sprzedawał, bo niszczała mu ojcowiza, ale cały Płaskowyż Nałęczowski był wtedy praktycznie do sprzedania - za darmo. Obok nas jedno gospodarstwo się niedawno zawaliło, bo nie było na nie chętnych. Co prawda Pani chciała sprzedać wszystko tj, kilka hektarów, ale 10 tys! W daszej okolicy znajdzie się jeszcze parę takich, ale trzebaby szukać...

Szkoda ze to tak daleko ode mnie :( - bo ja z Gdyni ...
Ale gratuluje domku - niech sie Wam milo sprawuje i milo mieszka :)
Dzięki! Jak dobrze poszukasz, to znajdziesz takie cuda tuż pod nosem 0 na kaszubach też mnóstwo pięknych miejsc i starych gospodarstw. Ale to robota po pachy (a miał być odpoczynek :wink: )

... rustykalny parkiecik:

http://img276.imageshack.us/img276/5...arquets3oy.jpg
Źródło: forum.muratordom.pl/showthread.php?t=45849



Temat: Sprzedam na Kaszubach nowy dom
Dom jest położony w odległości 500m od jeziora Kamieniczno z którego wypływa rzeka łącząca 2 jeziora. Z pomieszczeń na poddaszu jest pełen widok na jezioro, lasy są tuż, tuż,. Jest to dom parterowy z poddaszem użytkowym.Ściany zewnętrznesą wykonane jako warstwowe z pustaków z betonu komórkowego: 12cm pustak+10cm styropian+24 pustak.Elewacja budynku jest wykonana z tynku akrylowego.Działka 1500m do zagospodarowania. Na parterze znajduje się salon z kominkiem, jadalnia, kuchnia i łazienka.
Na piętrze są 3 sypialnie z jednej z nich jest bezpośrednie dojście do łazienki, pozostałe 2 sypialnie mają wspólną dużą łazienkę. Ponadto z dużej sypialni jest wyjście na balkon. W podpiwniczeniu znajduje się samodzielne "mieszkanko" pokój, łazienka i kuchnia. W piwnicy jest równiez garaż / brama automatyczna/ oraz pomieszczenie gospodarcze.
Ogrzewanie budynku gazem / piec dwufunkcyjny/, kominkowe oraz c.o./ opalanie drewnem/.
Woda bieżąca z wodociągu wiejskiego / kryształowo czysta/, kanalizacja wiejska.
Wyposażony jest w instalację alarmową z powiadamianiem. Posadzki na parterze, cała klatka schodowa aż po piwnice wyłożona jest kaflami a sypialnie na piętrze - podłogami z paneli.
Dom usytuowany jest na koncu wsi przy drodze asfaltowej. Miejscowość położona jest w otulinie parku krajobrazowego. w terenie o znacznych różnicach wysokości.,bardzo urozmaicony, pagórkowaty / przypomina Bieszczady/. Do morza jest 80km.

Zdjęcia można obejrzeć w galerii
Źródło: forum.muratordom.pl/showthread.php?t=24322


Temat: Lasy Państwowe zagrożone

Państwo oddaje las

Skarb państwa ma oddać 68 ha lasu Andrzejowi Flisykowskiemu - zdecydował Sąd Okręgowy w Gdańsku. To precedens, który może pociągnąć za sobą setki procesów z powództwa właścicieli znacjonalizowanych po wojnie lasów.

Flisykowski jest synem legendarnego dowódcy obrony Poczty Polskiej w Gdańsku. O zwrot zabranego ojcu przez komunistów lasu nad jeziorem Słupino zabiegał od trzech lat.

Chodzi o prawie 68 hektarów na terenie gminy Dziemiany na Kaszubach. W 1936 r. lasy i sąsiadujący z nimi dom kupił ojciec Andrzeja Flisykowskiego Alfons. Po wojnie wszystko to skonfiskowało państwo na podstawie dekretu z 4 grudnia 1944 r., który odbierał majątki o powierzchni powyżej 25 ha. Przepis nie miał jednak zastosowania, gdy nieruchomość była podzielona na mniejsze działki - a ziemia Flisykowskich składała się od początku z kilkunastu osobnych parceli - o powierzchniach od 1,5 do 12 ha.

Po wygranych przez Flisykowskiego procesach (przed sądami rejonowymi w Kościerzynie i Gdańsku, a potem - w wyniku apelacji skarbu państwa - przed Sądem Okręgowym w Gdańsku i w Sądzie Najwyższym) Sąd Okręgowy w Gdańsku nakazał nadleśnictwu ostatecznie wydać nieruchomość Flisykowskiemu.

Majątek formalnie wróci do właściciela za kilka tygodni, po uprawomocnieniu się wyroku.

- Jeżeli Lasy Państwowe [mają prawo pierwokupu] będą chciały go odkupić, to ja im go sprzedam albo wydzierżawię - powiedział nam Flisykowski.

Podobnych majątków skonfiskowanych po wojnie na Kaszubach były setki.


Źródło.
Źródło: forum.przyroda.org/viewtopic.php?t=1150


Temat: A może grupa ludzi mieszkających na wsi ?
To i ja będę wieśniakiem i rolnikiem... niebawem! Nawet myślałam o takim wątku, weszłam tu sobie i widzę - juz jest.
U mnie to poważna sprawa - ponad 20 ha :o
No i dom kupujemy stary dom poniemiecki ( ze stodołą i , he he, oborą). Takiego szukaliśmy (całe ostatnie wakacje).
Chcemy wszystko sfinalizowac na wiosnę (sprzedać nasz dom, kupić tamto upatrzone siedlisko i grunty) i - do roboty!
Jakby nam było mało remontów - dopiero pokończylismy takowe w naszym obencym domu (też poniemieckim), lekko odetchnęliśmy, trochę zapomnieliśmy :D i - od nowa! Znajomi na nas dziwnie patrzą...
A u mnie kolejnośc była taka - najpierw marzenia o mieszkaniu w centrum Wrocławia (zrealizowane)- z knajpy do domu piechotką - to co w życiu najważniejsze! Potem wyprowadzka do odległej dzielnicy i własnego domu i poczucie, że nareszcie "mieszkamy na wsi", tak jak to sobie wymyslilismy - pięknie, zielono, działka 1000m.kw (jak dużo!!), starodrzew, staw.....
... I nagle- kurcze, coś za ciasno..., sąsiedzi za blisko, .. widoki na sąsiednie domy, coś z tym trzeba zrobić! Szczególnie po wizycie na Kaszubach (te rozległe przestrzenie............). I teraz własnie wprowadzamu to w czyn.
Córa (19 lat) zostaje w mieście, a my - na wiochę!
Domostwo przy samym lesie, ok. 800 m od wsi w bok drogą gruntową nieco utwardzoną (kamieniami), podobno odśnieżaną...
Czasem nie mogę się doczekać! A czasem - :o PANIKA! CO MY ROBIMY!!
Chyba założę dziennik - trzeba by to wszystko po kolei opisywać ....
Acha-konkrety-ok.godziny od Wrocławia, okolice Milicza (Wrocławiaki wiedzą :D ).
No i nie musimy być codziennie we Wrocku - to ważne.
Poza tym na "naszych" hektarach chcę, zgdonie z kier. studiów zresztą :P, hodowac roślinki ozdobne (szkółka) a i o agro-eko-turystyce myślimy - to też są zresztą przyczyny naszej decyji. Trzeba coś w życiu robić z sensem a wieś daje spore mozliwości!
Pozdrawiam wszystkich!
...co to będzie....
Źródło: forum.muratordom.pl/showthread.php?t=47936


Temat: A może grupa ludzi mieszkających na wsi ?

To i ja będę wieśniakiem i rolnikiem... niebawem! Nawet myślałam o takim wątku, weszłam tu sobie i widzę - juz jest.
U mnie to poważna sprawa - ponad 20 ha :o
No i dom kupujemy stary dom poniemiecki ( ze stodołą i , he he, oborą). Takiego szukaliśmy (całe ostatnie wakacje).
Chcemy wszystko sfinalizowac na wiosnę (sprzedać nasz dom, kupić tamto upatrzone siedlisko i grunty) i - do roboty!
Jakby nam było mało remontów - dopiero pokończylismy takowe w naszym obencym domu (też poniemieckim), lekko odetchnęliśmy, trochę zapomnieliśmy :D i - od nowa! Znajomi na nas dziwnie patrzą...
A u mnie kolejnośc była taka - najpierw marzenia o mieszkaniu w centrum Wrocławia (zrealizowane)- z knajpy do domu piechotką - to co w życiu najważniejsze! Potem wyprowadzka do odległej dzielnicy i własnego domu i poczucie, że nareszcie "mieszkamy na wsi", tak jak to sobie wymyslilismy - pięknie, zielono, działka 1000m.kw (jak dużo!!), starodrzew, staw.....
... I nagle- kurcze, coś za ciasno..., sąsiedzi za blisko, .. widoki na sąsiednie domy, coś z tym trzeba zrobić! Szczególnie po wizycie na Kaszubach (te rozległe przestrzenie............). I teraz własnie wprowadzamu to w czyn.
Córa (19 lat) zostaje w mieście, a my - na wiochę!
Domostwo przy samym lesie, ok. 800 m od wsi w bok drogą gruntową nieco utwardzoną (kamieniami), podobno odśnieżaną...
Czasem nie mogę się doczekać! A czasem - :o PANIKA! CO MY ROBIMY!!
Chyba założę dziennik - trzeba by to wszystko po kolei opisywać ....
Acha-konkrety-ok.godziny od Wrocławia, okolice Milicza (Wrocławiaki wiedzą :D ).
No i nie musimy być codziennie we Wrocku - to ważne.
Poza tym na "naszych" hektarach chcę, zgdonie z kier. studiów zresztą :P, hodowac roślinki ozdobne (szkółka) a i o agro-eko-turystyce myślimy - to też są zresztą przyczyny naszej decyji. Trzeba coś w życiu robić z sensem a wieś daje spore mozliwości!
Pozdrawiam wszystkich!
...co to będzie....

Gagatko. :D
Jak miło znowu Cię tu widzieć.
Ale super pomysł,naprawdę godny podziwu.
Koniecznie pisz ten pamiętnik,jak starczy Ci zapału.

okolice znam i kojarzą mi się z czymś magicznym z dzieciństwa-często jeździłam w takie jednom miejsce nad Baryczą. ;)

Trzymam kciuki i pisz koniecznie,jak postępy idą.
Brawo za odwagę!
:D
Źródło: forum.muratordom.pl/showthread.php?t=47936


Temat: Witam wszystkich
Ponieważ otrzymuję dużo sygnałów od forumowiczów z pytaniami kim jestem i dlaczego na forum wilczarzowym się zalogowałam opisze co mnie do tego skłoniło.

Na imię mam Anita.
Podczas logowania wcisnęłam literkę R zamiast T –zostawiłam.
Bardzo mi się spodobało.

Troszkę o moich zakrętach życiowych.
Do roku 1994 byłam mieszkanką kilku dużych miast po trosze. Rodzinne miasteczko to Bełchatów (kopalnie odkrywkowe itp… i to nie jest na Śląsku Od 1994 mieszkałam w Gdyni. Obecnie od grudnia 2005 mieszkam w Tczewie.

Teraz czas na psi wątek.
Psy w moim życiu od dziecka. Raczej kundle i znajdy…
Mama prosiła: dziecko zostaw psa-może jest chory- a ja psa pod pachę do domu- wyleczyłam i szukałam jego właścicieli. Jak nie znalazłam- to szukałam nowego domu. W trakcie mojego pobytu w Gdyni udało mi się przekonać (jak bardzo żałuje… bo nie kochał zwierząt) męża do zakupu psa. W 1999 pojechałam w Bory Tucholskie po Owczarka Niemieckiego. Miał 3 miesiące i był po prostu uroczy. Po 2 tygodniach pies odszedł na zawsze... W moje urodziny. Po sekcji zwłok pieska i groźbach z mojej strony hodowca przyznał się do sprzedania mi chorego psa. Pieniądze oddał.

Baca w moim życiu.
Po 2 miesiącach ustawicznego ryku i szlochu w akcie desperacji dzwonie do gdyńskiego schroniska i pytam czy są jakieś szczeniaki ale interesują mnie tylko szczeniaki owczarka niemieckiego. Pani mówi-nie ale są owczarki belgijskie- a ja do słuchawki-JUŻ JADE. Pojechałam. Pies miał 8 tygodni. W taki sposób nabyłam mojego BACĘ. Po zabraniu go ze schroniska miałam ochotę nazwać go FETOR- tak śmierdział... Przemyślałam sprawę i stwierdziłam: no to piesku uniknąłeś losu krzywego- odpracujesz to dla innych psów i ludzi. Zaczęłam z nim pracować i układać go specjalnie pod poszukiwania osób zaginionych w terenie otwartym… Nie chciał ani szczekać ani chodzić na śladzie. Wyspecjalizowałam go w przeszukiwaniu dużych terenów leśnych z górnego wiatru. I w wieku 6 miesięcy Baca rozpoczął służbę w Gdyńskich grupach ratowniczych Ale…Polityka i pieniądze zaczęły się wdzierać w szeregi ratownictwa. Góra się „tłukła” miedzy sobą – było niedobrze.

Nasze dożywocie.
Na jednej z akcji (-15, śniegu po pachy-szukamy zaginionego „zbiega” z zakładu dla umysłowo chorych w Sztebielinku na Kaszubach) Baca gdy miał 3 lata -uratował mi życie –zapłacił za to swoim zdrowiem. Stanął pomiędzy mną-a ogromnym dzikiem. Ja na kolanach przeszukiwałam młody zagajnik- niskie drzewka trzeba było na czterech…. Nie zauważyłam ataku dzika na mnie. Baca zajadle go atakował i odciągał ode mnie. Leśniczy, który widział całe zajście –powiedział ze jak żyje nie widział takiego wielkiego dzika… Baca z rozoranym brzuchem, kąsał i szczypał dzika po nogach. W końcu dzik pognał w las a Baca… padł na śnieg... NIKT się nie ruszył a było nas ze 30 osób... nie wiem ile czasu min?ęło.
Pies miał rozcięte powłoki brzuszne… było źle…. Baca nie mógł przez pół roku pracować. Odeszliśmy razem. Teraz on korzysta z emerytury a ja cieszę się ze kondycja wróciła mu do normy. Niestety charakter zatrzymał mu się na 9 miesiącu – o czym na forum już pisałam.

Wilczarze w moim życiu.
W 1997-8 ( nie pamiętam) roku zobaczyłam za moim płotem (a dom mój stał tuż przy Trójmiejskim Parku Krajobrazowym-więc w pięknym miejscu) spacerującą młodą dziewczynę z ogromnymi psami. Patrzyłam na WILCZARZE !!!!! Dosłownie nogi mi się ugięły… powaliło mnie….. Zapragnęłam je bliżej poznać.

Szukałam pracy…. Dowiedziałam się od mojego weterynarza, że pani, która w Gdyni hoduje psy –WILCZARZE-szuka kogoś do pracy przy psach.
I tak się zaczęło… trafiłam do SAGITTARIUS'A.

Zajmowałam się psami, które mnie urzekły od pierwszej sekundy. Jak ja uwielbiałam je czesać, pielęgnować i wyprowadzać na spacery… wraz z moim psem- Bacą, który wziął na siebie obowiązek zaganiania wilczarzy do kupy jak się rozbiegały na spacerach…. Nie potrafił ich dogonić więc szczekał. Wyglądało to komicznie. Szczególnie uwielbiał się ścigać z Pogorią.

Nie wiem czy jestem w stanie oddać słowami uczucie- gdy prowadziłam na smyczach 4 czasem więcej wilczarzy do lasu (a trzeba było przejść ok kilkometra przy dość ruchliwej ulicy) na wybieganie… ile samochodów zwalniało, ile osób przystawało… cudowne uczucie … duma.

Brałam je spacery w rożnej konfiguracji aby nie przyzwyczajać do schematu, że wszystkie razem wychodzą. Za zgoda właścicielki pakowałam je do aut, autobusów, pociągów by obyły się z gwarem, dotykiem. Zmieniałam trasy spacerów by nie przyzwyczajać do terenu- by mi zaufały. Czuwałam nad ich kondycją.

Wilczarz to luksus , na który chce zasłużyć. Będę go kiedyś miała.

Po pierwsze dla Bacy- żeby miał kompana większego niż on sam.
A że z wilczarzami się świetnie bawi- sam wybrał dla nas psa:).
Nie znam innej alternatywy – no, może mniejszy szary brat wilczarza-deerhound?

Po drugie dla siebie – bo wilczarz to godny i cierpliwy nauczyciel.

Myślę, że te kilka słów które napisałam nakreślę forumowiczom dlaczego tu jestem.
Pozdrawiam ciepło.
Źródło: iwforum.net/viewtopic.php?t=968